burgery

O co chodzi ze slow food?

Moda na slow food już od paru lat gości na polskich ulicach. Co prawda nie wyparła, uznanego za niezwykle niezdrowy, fast fooda, ale znacząco zmniejszyła jego udział na rynku gastronomii. Jak zmieniły się burgery?

French fries

Oczywiście w slow foodzie nie brakuje typowych fastfoodowych potraw, ale tym razem ważny jest smak, który nie może być płytki, jednowymiarowy i nasze zdrowie. To nie frytki smażone na oleju, który pamięta naprawdę zamierzchłe czasy. Teraz na topie są te belgijskie. Jeśli wydawało się Wam, że to Ameryka frytkami stoi, to muszę szybko zmienić tę opinię. Dzisiaj frytek nie robi się z mrożonki tylko ze świeżych i grubo krojonych ziemniaków. Smaży się je nie raz, a dwa razy. Po co? Pierwsze smażenie jest w niższej temperaturze, tak aby ziemniaki zrobiły się miękkie w środku, a drugie w wysokiej, aż nie staną się złociste i chrupiące. Poza tym dodaje się do nich pysznych i ręcznie robionych sosów. Oryginalnie powinny być smażone w wołowym tłuszczu, ale niestety ciężko takie znaleźć, chociaż jest to możliwe. A skąd „francuska” nazwa? Tak naprawdę nie wiadomo dlaczego w języku angielskim zostały tak nazwane, nie ma co do tego żadnych podstaw, bo frytki, bezsprzecznie są belgijskie.

Pulled Pork

To prawdziwy slow, slow food, bo trzeba go przygotowywać wyjątkowo długo. Ile? Siedem, a nawet osiem godzin. Czyste szaleństwo, ale jest wyjątkowo smaczne. Teoretycznie możemy zrobić je w domu, ale potrzeba do tego dużo cierpliwości. Wystarczy wieprzowa łopatka i przyprawy. Do tego piekarnik nagrzany do 100 stopni Celsjusza i powoli, długo pieczemy mięso. Najlepiej zostawić je na całą noc, a o poranku zwiększyć temperaturę do 130 stopni i piec jeszcze przez 2 godziny. Nie masz na to ochoty? Wyjdź na miasto i kup pyszną kanapkę z rwaną wieprzowiną, nie pożałujesz!

Śniadanie

To w końcu najważniejszy posiłek dnia. Teoretycznie nie powinniśmy wychodzić bez niego z domu, a jeśli już się nam zdarzy, to zjeść je wciągu godziny od wstania z łóżka. Praktyka pokazuje, że wielu z nas całkowicie odpuszcza sobie ten posiłek, a to ma naprawdę zły wpływ na nasze zdrowie. Argumenty są różne – jedni nie mają czasu na jego przygotowanie, inni po prostu nie przepadają za potrawami, które zwykło się jadać o poranku. Dlatego slow foodowe restauracje wychodzą temu naprzeciw i oferują śniadania, które z tymi tradycyjnymi nie mają zbyt wiele wspólnego. Bo jak można nazwać burgera typowym, polskim śniadaniem?

Burgery

Te śniadaniowe mają jajka. Obiadowe mają wszystko. Knajpy prześcigają się w tworzeniu coraz nowszych przepisów. Zamiast bułki, z okazji tłustego czwartku, możemy spotkać pączka (pomiędzy którym jest oczywiście wołowina i wytrawne dodatki), owoce, różne rodzaje sera, mieszanki mięs i warzyw to nie wszystko. Slow foodowe burgerownie zrobiły ukłon dla wszystkich, którzy są wege i wega, czyli nie tylko nie jedzą mięsa, ale i innych rzeczy pochodzenia zwierzęcego i stworzyły wege burgery. Zamiast wołowiny mają „kotleta” z buraków, cieciorki, soi czy… wielu innych warzyw i smakują naprawdę wyśmienicie.

Slow food to może nie potrawy, które powinniśmy jeść codziennie, ale na pewno są o wiele zdrowszą alternatywą dla sieciówek masowo produkujących jedzenie bez smaku i wartości odżywczych.

 

Artykuł powstał przy współpracy z ChiChi4u.

Podziel się opinią

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *